Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzesło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzesło. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 lutego 2015

Jadalnia - przemiana krzeseł

Dziś zapraszam do jadalni. Jadalnia to może szumna nazwa dla wnęki w salonie, ale ja lubię tak nazywać nasz kącik :).

 


Do tej pory za miejsce do jedzenia służyło nam stare biurko plus dwa rozkładane krzesła. Mieliśmy już tego dość i zaczęliśmy działać. Pierwsze dwa białe krzesła kupiliśmy w Ikei. W planie było dokupienie jeszcze dwóch takich samych, ale wszystko potoczyło się inaczej :). Ikeoskie krzesła dostały nowe kolorowe poduszki.

 

Potem przyjechał stół z Łodzi. Idealnie pasuje i na co dzień w trójkę jemy przy nim obiady. A gdy gościmy więcej osób rozkładamy go na jedną lub dwie strony i spokojnie może przy nim usiąść 6-8 osób.
W drodze wymiany barterowej z teściową wymieniliśmy półki (które miały wisieć w salonie, ale nam się odwidziały) na dwa krzesła. Krzesła swoje odleżały w piwnicy, podczas remontu zostały dodatkowo "ozdobione " gładzią, aż w końcu dojrzałam do tego aby jedno z nich odnowić. Pierwsze foty krzesła mogliście oglądać tutaj.
Kolejne etapy "przemiany" wyglądały w skrócie tak:

 

Krzesło zostało przeszlifowane, ubytki uzupełnione i całe pomalowane na biało. W siedzisku naciągnęliśmy jeszcze raz pasy, wymieniliśmy gąbkę i obiliśmy nowym materiałem. Z wyborem materiału nie było tak łatwo. Miał być spokojny, stonowany... a postawiliśmy na super retro kolorowy wzór. W naszym salonie króluje: biały + czarny  + zielony. Na tkaninie Helsinge są wszystkie te kolory, dodatkowo doszedł bordowy i miodowy. Mam nadzieję, że te nowe barwy będą dobrze wyglądać na zasadzie kolorystycznego akcentu.

 

Kolejne krzesła to już czysty fart. Za free zdobyłam jeszcze dwa. Jedno jest w piwnicy i czeka na lepsze czasy, a czekoladowe dostało nowe obicie i na stałe zagościło w jadalni.

 

Wszystkie krzesła miały być białe, ale to czekoladowe, tak ładnie się komponuje z nowym materiałem, że na razie zostanie tak , jak jest :)

 

A to nie koniec kolorystycznych zmian w salonie


Książki zawsze miałam poukładane tematycznie: na jednej półce mapy i przewodniki, na drugiej budownictwo, na trzeciej malarstwo itd.. A teraz jest... kolorowo :)


To moja pierwsza przygoda z odnawianiem mebli. Może nie najwyższej próby, ale od czegoś trzeba zacząć :). A o tym, że połknęliśmy bakcyla świadczy fakt, że gromadzimy w piwnicy kolejne krzesła ;)


Co myślicie o krzesłach i o kolorowym materiale? Przemalowalibyście czwarte krzesło na biało? Zastanawiam się jeszcze co zrobić ze stołem: czy zostawić tak jak jest, czy przemalować tylko nogi na biało, a może cały... doradzicie coś?

p.s.
Wahałam się i opierałam, aż uległam i Tulipanowiec zaistniał w social media :)
Zapraszam do odwiedzin i polubienia strony na Facebooku




wtorek, 25 listopada 2014

Uszate dresy i inne "takie tam"

Dziś przedstawiam  ostatnio zapowiadany szyciowy wytworek - uszate dresy :)


Już dawno marzyły mi się takie uszka dla mojego Misia. Misiaczek też jest zadowolony, zwłaszcza, jak usłyszał pochwałę od Pani w przedszkolu - no wtedy to już chodził dumny jak paw :) i wszystkim "wypinał" misiowe uszy ;).

 





Roboty na kilkanaście, no może kilkadziesiąt minut. Wzięłam jakieś noszone przez Jędrka aktualnie dresy - żeby złapać rozmiar. Odrysowałam na papierze, coś dodałam, coś zmieniłam i już.

 

Wykorzystałam materiał, który został po tym dresie i moje, już dawno nienoszone dresiska (na powyższym zdjęciu coś się kolorki spsuły, ale wybaczcie nigdy mi nie wychodzą zdjęcia robione w nocy :( ). Dresiska, a nie dresy, bo w rozmiarze XXL, duże, grube i ZZZZIELONEEEE :D. Od kiedy hip hopowe treningi poszły w odstawkę, spodnie nosiłam tylko parę razy pod koniec ciąży. Wtedy wiele ubrań było już za ciasnych, a te dresiska nie :). I tak wyglądałam jak wielorybek, więc mogłam wyglądać jak zielony wielorybek, co mi tam :).
A teraz zielone dresiska zyskały drugie życie, jako wstawka do uszatych dresów :)

 



Co poza tym: w pomieszczeniu WC płytki położone i brakuje tylko "bajerów", czyli: półki, śmietnika, pojemnika na mydło itp. Wybór tych kibelkowych akcesoriów trochę zabiera czasu, bo oczywiście nie możemy znaleźć tego co wymyśliliśmy ;), a więc: żeby było białe ew. z dodatkiem srebrnego, a do tego śmietnik i szczotka do WC mają być podwieszane. Półkę mieliśmy zamawiać, ale mój małżonek stwierdził, że "taką" półkę to on mi sam własnoręcznie zrobi. Czekam. A dodatek tzw. "wisienka na torcie" a raczej "limonka" lub "cytrynka" jest nadal poszukiwana :).


Popełniłam też Moje Pierwsze Krzesło  :D. Zadowolona jestem z siebie niesamowicie, ale nie nie, nie dlatego, że tak super wyszło ( choć W KOŃCU wyszło całkiem fajnie), ale dlatego, że tyle się nauczyłam :). Jedno krzesło do przemalowania, a ja zrobiłam 100 błędów, które usuwałam żmudnie i z uporem. Następne krzesło będę malować już mniej niż 5 razy ;P. I o następnym krześle na pewno powstanie osobny post.


Krzesło czeka na siedzisko. Oczywiście materiał jest na etapie "poszukujemy tego czegoś" ;).