poniedziałek, 8 grudnia 2014

Bal przebierańców - strój Strażaka


fireman costume DIY

Właściwie ten post mógłby mieć tytuł:"Strój strażaka w jeden wieczór". A było to tak...

Przewidywałam, że w przedszkolu będzie bal przebierańców, ale typowałam Zabawę Mikołajkową lub Zabawę Karnawałową a tu taka niespodzianka: Andrzejkowy Bal Przebierańców. W praktyce miałam dwa dni na wymyślenie i wykonanie przebrania. Jeden dzień kompletowałam składniki stroju a w kolejny wieczór złożyłam wszystko w całość. 

Podejrzewam, że większość dzieci w sezonie zimowym wybierze się na bal przebierańców i niejedna mama będzie miała zgryz z wymyślaniem stroju. Jak znaleźć ten jedyny, ten najlepszy, ten wymarzony? Po pierwsze trzeba zapytać dziecko. Może się okazać, że marzenia dziecka nas zaskoczą. Może zaskoczyć nas sam pomysł. Jędrek w pierwszym odruchu wypalił, że chce być Indianinem. Skąd u licha mu się wziął Indianin? Po chwili rozmowy wyszło, że to pomysł przyniesiony z przedszkola. Jak już wymyśliłam strój Indianina, Jędrek  stwierdził "Mamo, ja to bym chciał być strażakiem...". Tak, to już bardziej podobne do mojego dziecka, matka odetchnęła. Drugie zaskoczenie przyszło później. W trybie przyśpieszonym przejrzałam całą otchłań internetu w poszukiwaniu inspiracji do przebrania. Co musi mieć strażak? Według Wujka Google: kask, toporek, gaśnicę, odpowiedni strój, węża strażackiego i butlę z tlenem założoną na plecy. Kiedy już miałam prawie wszystko, zagaduję Jędrka: "To co, brakuje nam jeszcze tylko tej butli?", "Ale po co butla, ja potrzebuję gaśnicę i sikawkę i już to mam". Ha! Druga najważniejsza zasada w wymyślaniu stroju dla dziecka to wyciągnąć od naszego kochanego szczęścia co ono rozumie przez to przebranie. Jakie gadżety powinien mieć wymyślony przez niego bohater. Prawdopodobnie okaże się, ze nasze wizje tego samego przebrania będą się różnić i dziecko całkiem inaczej wyobraża sobie wymarzony strój. Trzecia zasada: przebranie wcale nie musi być super idealnym realistycznym odzwierciedleniem danej postaci. "Sikawka" nie musi być PRAWDZIWA, dla dziecka "sikawką" może być jakikolwiek przedmiot, który w połączeniu z jego wyobraźnią da odpowiedni efekt.

Przedstawiam sposób na wykonanie stroju strażaka.

Strój strażaka  - krok po kroku

Na początek określamy kolor stroju. Po przekopaniu Internetu mogę stwierdzić, że strój strażaka może być czerwony, czarny, jasnobrązowy lub być połączeniem tych kolorów. Przeglądamy garderobę dziecka w poszukiwaniu odpowiednich spodni. To mogą być dresy, sztruksy, jeansy lub każde inne w którymś ze "strażackich" kolorów. W ten sposób - pół stroju mamy z głowy ;). Po przeglądzie szafy Jędrka mój wybór padł na zimowe spodnie "narciarskie" w kolorze czarnym.

Co potrzebujemy:
  • Kask, toporek, gaśnica, krótkofalówka - zestaw jest do kupienia w każdym sklepie z zabawkami. Cena - od kilkunastu złotych.

 

  • Tektura
  • Długi kawałek czarnego materiału - na wąż strażacki - ja wykorzystałam nogawkę z mężowskich starych dresów ;)
  • Czarna koszula. Wskazane żeby koszula była w większym rozmiarze niż nosi nasze dziecko. I tak będziemy przerabiać, a dzięki temu uzyskamy efekt luźnej kurki strażackiej. Nie miałam takiej koszuli, ale jedna wizyta w lumpeksie i za zawrotną cenę 2 zł (była przecena towaru) nabyłam damską czarną koszulę w rozmiarze S :)
  • Odblaski - mogą być odblaskowe taśmy jakie noszą np. rowerzyści, ja wycięłam pasy z odblaskowej kamizelki.
 
  • Srebrna taśma klejąca.
  • Nici, nożyczki.
Koszula


 

Na czarnej koszuli układamy koszulę dziecka. Odrysowujemy na czarnej koszuli kształt mniejszej koszuli.

 

Wycinamy z czarnej koszuli zaznaczony kształt. Odcinamy dół koszuli. Odcinamy parę centymetrów nad mankietami i przycinamy czarne rękawy tak, aby po przyszyciu do nich części z mankietem uzyskać odpowiednią długość rękawa. Gotowe rękawy po wywinięciu mankietów mają być w rozmiarze mniejszej koszuli.

 

Przyszywamy fragment rękawa z mankietem do pozostałej części rękawa. Składamy prawą stroną do prawej i zszywamy. Zaprasowujemy szew do góry.

 

Nie miałam gotowych odblaskowych taśm, ani czasu na szukanie ich po sklepach. Wykorzystałam więc kamizelkę odblaskową. Wycięłam pasy, które po środku miały odblaski, a po bokach po parę centymetrów żółtego materiału.

 

Przyszywamy taśmy do rozłożonych rękawów. Ponieważ moje odblaski były wycinane i nie miały ładnej krawędzi, przed przyszyciem zawijałam brzeg pod spód.

 

Przekładamy koszulę na lewą stronę, składamy tak, żeby w środku była prawa strona i zszywamy przód z tyłem jednym szwem po linii rękawa i boku koszuli (podobnie jak w bluzkach z rękawami kimonowymi).

 

Naszywamy odblaskowy pas na dolnej części koszuli. Jeśli chcemy możemy również doszyć kawałki na piersiach i z tyłu na karczku.

 



Koszula gotowa.

Spodnie

 

Z pozostałej części odblasków zszywamy opaski odrobinę szersze niż dół nogawek spodni.
Opaski możemy przyszyć do nogawek lub przykleić na taśmę klejącą. Ja wybrałam drugą opcję.


 

 

Z kawałka czarnego materiału (wykorzystałam resztki materiału, z którego zrobiłam węża strażackiego) robimy dodatkowe uchwyty na strażacki ekwipunek.

 


Wąż strażacki

 

Końcówka węża miała być z tektury zwiniętej w stożek. Szykując tekturę powiedziałam sobie pod nosem "Jak tu zrobić sikawkę...", w tej chwili nadbiegł Jędrek z okrzykiem "To będzie sikawka!!!". W ręku dzierżył fragment zabawki - piramidy wieży z kółek, a dokładnie jej trzonek. "Rzeczywiście... wygląda idealnie" pomyślałam, a widząc uradowaną minę Jędrka wiedziałam, że nie mogę zignorować tak twórczego pomysłu. 

Jeśli nie macie niepotrzebnej wieży z kółek ;), końcówkę węża zróbcie z tektury. Zwińcie ją w stożek i sklejcie taśmą.

Robimy węża :)

 

Zwijamy czarny materiał w rulon i przeszywamy.

 

Końcówkę do węża przymocowujemy za pomocą srebrnej taśmy klejącej i wąż strażacki gotowy.

 


A tak wygląda gotowy strój strażaka:

strój strażaka


Czy Wasze dzieci też wybierają się na Bal Przebierańców? Czy już wybraliście wymarzony strój? 

Może to nietypowy wpis na okres przedświąteczny, ale na pewno pomysł na przebranie przyda się zaraz po świętach. Życzę wszystkim dzieciakom wyboru wymarzonego przebrania, a mamom cierpliwości i wytrwałości w realizowaniu tych marzeń. Można kupić gotowy strój, można go zrobić samemu - cel jest jeden - dobra zabawa i uśmiech na twarzy dziecka. Jeśli już zdecydujecie się na wykonanie stroju własnoręcznie koniecznie zaangażujcie dziecko w wykonanie przebrania. Jeszcze lepiej jeśli cała rodzina połączy siły. U nas podział był taki: Jędrek wymyślił sikawkę ;) i pomagał w robieniu węża, mąż przyklejał odblaski do spodni i prasował różne elementy stroju a ja zajęłam się szyciem.
Nieważne, że sikawka będzie ze starych dresów ;P, ważna jest wyobraźnia, a wtedy wszystko jest możliwe :).

Wpis powstał w ramach skcji


Zapraszam serdecznie do czytania kalendarza adwentowego każdego dnia!



czwartek, 4 grudnia 2014

Kalendarz adwentowy

Kto nie lubi kalendarzy adwentowych ręka do góry!
Ja lubię i pamiętam z dzieciństwa, że ta jedna maleńka czekoladka znajdowana co dnia była najwspanialsza na świecie i nie dorównałaby jej nawet cała tabliczka czekolady :). Bo cała tabliczka jest taka zwyczajna, a tutaj mamy okienko :), możemy otworzyć tylko jedno okienko każdego dnia :), a dzisiaj będzie nowy smak :), a ciekawe jaki będzie jutro? :) - znacie to?
Mój Pierworodny ma dopiero dwa i pół roku ( o matko! prawie trzy lata!!!) i jak każde dziecko lubi słodycze. Jeszcze bardziej lubi niespodzianki, dlatego postanowiłam w tym roku stanąć na wysokości zadania i zrobić własnoręcznie kalendarz adwentowy. Oczywiście zdążyłam rzutem na taśmę: ostatniej nocy pakowałam małe paczuszki i wiązałam sznureczki. Zdążyłam z kalendarzem na czas, ale z postem trochę ;) się spóźniłam. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. Jeśli ktoś jeszcze nie ma kalendarza adwentowego, to nic straconego. Minęły dopiero 4 dni, lepiej późno niż wcale. Pamiętam, że parę razy w dzieciństwie dostałam czekoladowy kalendarz dopiero "na Mikołaja" i  też była frajda, bo można było zjeść na raz pierwsze sześć czekoladek!!! :D


 

Prześledziłam Pinteresta, przejrzałam blogi i postanowiłam działać. Długo się wahałam jak ma wyglądać TEN kalendarz. Ciężko było mi się zdecydować na jedną opcję. Chciałam w poszczególnych paczuszkach ukryć zarówno łakocie jak i zgadywanki. Początkowo myślałam, że Jędrek jest za mały na znalezienie "w okienku" karteczki z zagadką zamiast faktycznej niespodzianki, ale po namyśle stwierdziłam, że taka "niespodzianka-wskazówka" też może być fajną zabawą.







Krok po kroku
Co potrzebujemy:
- liczby od 1 do 24 - mogą być naklejki, może być wydruk z drukarki na zwykłym papierze (przykleimy na klej)
- sznurek, tasiemka, 
- różne opakowania: torebki, pudełeczka, rolki po papierze toaletowym, folii aluminiowej, ręcznikach papierowych, , papilotki do muffinek, koperty itp
- papier kolorowy, bibułki, złotka, szary papier
- klej, nożyczki, dziurkacz, 
- niespodzianki :)

 

Cyferki zrobiłam w skomplikowanym programie graficznym, czyli w Wordzie ;P. Wycięłam i przymocowałam na klej lub przywiązałam na wstążce.

 

Pakowanie maleńkich paczuszek jest niezłą zabawą, a wymyślanie 24 sposobów na zapakowanie niespodzianki to nie lada wyzwanie.
Dwie paczki to koperty, a w nich wskazówka.


Mam nadzieję, że rysunki są czytelne i że mój syn z wyrozumiałością podejdzie do zdolności plastycznych matki. A co będzie w pralce i w bucie? Może następna wskazówka? Może upragniona niespodzianka? To tajemnica :) - w każdym razie do momentu aż coś wymyślę :).

 

Po raz pierwszy pojawiły się u nas w domu adwentowe świece. Miałam kupić cztery świece i ułożyć je na tacce, ale najpierw przeczytałam bloga Gu-tworzy, gdzie Aga ustawiła świeczki w ślicznych  filiżaneczkach i nagle mnie olśniło! Przecież też mam małe kubeczki, które idealnie się nadają na ten cel! Dodałam parę szyszek i dekoracja gotowa.

 

 

 

W poniedziałek rano nie widziałam reakcji Jędrka, bo gdy on wstaje razem z tatą, ja już dawno jestem w pracy. Tata zdał mi jednak szczegółowe relacje - dziecko zadowolone i zaskoczone. W paczce nr 1, tak na zachętę, były czekoladowe monety. W pierwszym momencie Jędrek je zobaczył i powiedział rozżalony: " Jak nie są do jedzenia, to ich nie chcę". Dopiero jak się okazało, że to czekolada, to radość była przeogromna. Teraz każdego dnia budzi tatę i pierwsze co robi to leci do salonu rozpakować kolejną niespodziankę. Jeśli jemu się podoba, to jest to dla mnie największa nagroda.

* * *

Pomysł na kalendarz adwentowy zgłosiłam do Świątecznego Link Party u Speckled Fawn









sobota, 29 listopada 2014

Szpilka

21 listopada w restauracji Szpilka na ul. Szewskiej 8 zostało otwarte Atelier Szpilki. Niby normalka - w centrum Wrocławia otwiera się znowu jakaś nowa knajpa z nowym "super" pomysłem na siebie, a jednak ....:)


Pomysł jest genialny!!! Jest to hobby-restaurant, czyli restauracja połączona z w pełni wyposażoną pracownią krawiecką, a więc można przyjść na kawę i ... poszyć :). To nie wszystko! Oprócz tego, że pracownia jest fantastycznie wyposażona (nowiutkie maszyny Łucznika, manekiny, akcesoria krawieckie) będzie można skorzystać z organizowanych warsztatów krawieckich albo porozmawiać z fantastyczną Panią Marchewkową, współprowadzącą bloga Marchewkowa. A o czym porozmawiać? Jak mówi sama Marchewkowa: "o szyciu, modzie i nie tylko". Zatem można przyjść na konsultacje oraz po poradę w temacie szeroko pojętego krawiectwa i uzyskać odpowiedź na nurtujące nas pytania. Każdy kto śledzi marchewkowego bloga wie, jak piękne i unikatowe rzeczy wychodzą spod rąk Marchewkowej, dlatego na pewno uzyskacie fachową poradę.

 

Przy wejściu do restauracji goście byli witani kieliszkiem szampana a potem poczęstowano wszystkich pysznymi przekąskami.
Wnętrze ładnie urządzone. Wszędzie widać "połączenie" restauracji z krawieckim hobby - na ladzie baru leżą poduszeczki ze szpilkami a na suficie namalowano żurnalowy rysunek pięknej sukni.

 

Wybiła godzina osiemnasta z minutami i nastąpiło uroczyste otwarcie. Najpierw były przemowy. O charakterze Szpilki opowiedział przedstawiciel firmy Łucznik, która dba o wyposażenie lokalu. Następnie parę słów powiedziała Pani Marchewkowa. Zaraz po przemowach rozpoczęło się pokazowe szycie patchworkowej poduchy. Poducha wyszła pięknie i ponoć można ją gdzieś wylicytować, a kwota uzyskana z licytacji ma trafić do jednego z wrocławskich domów dziecka.

 

 

W zamierzeniu właścicieli lokalu ma to być miejsce, w którym można podszkolić warsztat krawiecki, uzyskać porady w tym temacie i zakupić wszystko czego potrzebujemy do naszego hobby. Pracownia ma oferować materiały i artykuły pasmanteryjne w bardzo atrakcyjnych cenach i inne niż do tej pory mogliśmy nabyć we wrocławskich sklepach. Brzmi zachęcająco, zobaczymy.

 

 Mieliśmy okazję oglądać wyposażenie pracowni: próbki materiałów, akcesoria krawieckie, maszyny itp.  Na półkach wspaniałe książki o tematyce związanej z szyciem. Zaczęłam z koleżanką przeglądać książkę "Proste i modne szycie" sygnowaną przez Łucznika. Świetna publikacja zarówno dla początkujących, jak i dla zaawansowanych. W środku wyjaśnione i zilustrowane sposoby na szycie wszystkich podstawowych elementów: kołnierzyki, mankiety, wszycie zamków, a na koniec bardziej skomplikowane tematy np. podszewka, szycie na miarę. Oglądamy, kartkujemy. Fajna książka, można by kupić....

 

Rozpoczął się konkurs. A nagroda skusiłaby niejednego - nowiutka maszyna Łucznika :).

 

Na stole leżały gotowe zestawy do poszczególnych konkurencji.
Cały konkurs przebiegał w miłej atmosferze, a ile śmiechu było przy tym... :). Choćby dlatego, że na otwarcie pracowni wiele pań przyszło na obcasie (ja też:)) i prawie każda szyjąca Pani rozpoczynała konkurencję przy maszynie od ściągnięcia prawego buta :P. Na nowiusieńkich maszynach szyło się wspaniale i z dumą mogę się pochwalić, że zajęłam zaszczytne trzecie miejsce, za które nagrodą była książka "Proste i modne szycie" !!! oraz komplet nici :). Tak to los się do mnie uśmiechnął i zostało spełnione moje marzenie o posiadaniu oglądanej wcześniej książki :).

 

 

Na koniec miłego wieczoru porozmawiałyśmy z Panią Marchewkową. Przyznaję, że po lekturze bloga Marchewkowa wydawała mi się bardzo sympatyczna. A po poznaniu jej osobiście muszę powiedzieć - że jest to świetna dziewczyna z pasją i siłą do działania. 

Miejsce Szpilka Hobby Restaurant zapowiada się dobrze i niekonwencjonalnie. Możliwe, że na mapie Wrocławia pojawił się fajny lokal skierowany do ludzi z szyciową pasją i nie tylko. Oferta restauracji kusi, oferta warsztatów krawieckich także. 
Mam nadzieję, że zachęciłam Was  do wizyty w Szpilce. Ja na pewno tam się wybiorę.

 

... a do kawy polecam marchewkowe ciasto ;)


wtorek, 25 listopada 2014

Uszate dresy i inne "takie tam"

Dziś przedstawiam  ostatnio zapowiadany szyciowy wytworek - uszate dresy :)


Już dawno marzyły mi się takie uszka dla mojego Misia. Misiaczek też jest zadowolony, zwłaszcza, jak usłyszał pochwałę od Pani w przedszkolu - no wtedy to już chodził dumny jak paw :) i wszystkim "wypinał" misiowe uszy ;).

 





Roboty na kilkanaście, no może kilkadziesiąt minut. Wzięłam jakieś noszone przez Jędrka aktualnie dresy - żeby złapać rozmiar. Odrysowałam na papierze, coś dodałam, coś zmieniłam i już.

 

Wykorzystałam materiał, który został po tym dresie i moje, już dawno nienoszone dresiska (na powyższym zdjęciu coś się kolorki spsuły, ale wybaczcie nigdy mi nie wychodzą zdjęcia robione w nocy :( ). Dresiska, a nie dresy, bo w rozmiarze XXL, duże, grube i ZZZZIELONEEEE :D. Od kiedy hip hopowe treningi poszły w odstawkę, spodnie nosiłam tylko parę razy pod koniec ciąży. Wtedy wiele ubrań było już za ciasnych, a te dresiska nie :). I tak wyglądałam jak wielorybek, więc mogłam wyglądać jak zielony wielorybek, co mi tam :).
A teraz zielone dresiska zyskały drugie życie, jako wstawka do uszatych dresów :)

 



Co poza tym: w pomieszczeniu WC płytki położone i brakuje tylko "bajerów", czyli: półki, śmietnika, pojemnika na mydło itp. Wybór tych kibelkowych akcesoriów trochę zabiera czasu, bo oczywiście nie możemy znaleźć tego co wymyśliliśmy ;), a więc: żeby było białe ew. z dodatkiem srebrnego, a do tego śmietnik i szczotka do WC mają być podwieszane. Półkę mieliśmy zamawiać, ale mój małżonek stwierdził, że "taką" półkę to on mi sam własnoręcznie zrobi. Czekam. A dodatek tzw. "wisienka na torcie" a raczej "limonka" lub "cytrynka" jest nadal poszukiwana :).


Popełniłam też Moje Pierwsze Krzesło  :D. Zadowolona jestem z siebie niesamowicie, ale nie nie, nie dlatego, że tak super wyszło ( choć W KOŃCU wyszło całkiem fajnie), ale dlatego, że tyle się nauczyłam :). Jedno krzesło do przemalowania, a ja zrobiłam 100 błędów, które usuwałam żmudnie i z uporem. Następne krzesło będę malować już mniej niż 5 razy ;P. I o następnym krześle na pewno powstanie osobny post.


Krzesło czeka na siedzisko. Oczywiście materiał jest na etapie "poszukujemy tego czegoś" ;).